W momencie kiedy zaczynam pisać, w kuchni studzi się woda, na Taragui Naranja, czyli pomarańczową yerbkę, która zbiera całkiem dobre recenzje. Podobno jest świetna na zimno, jako terere, ale że za oknem pogoda nie sprzyjająca, postanowiłem wykorzystać Taragui do ogrzania się.
Jest godzina 18:26.O tej porze raczej bałbym się brać za coś mocniejszego, np. Pajarito, bo różnie później bywa z zaśnięciem. W każdym razie ta yerba do 'mózgotrzepów' podobno nie należy ;) Jestem w posiadaniu 100 g próbki, więc tak na 2 razy będzie.
Okey , właśnie mam przed sobą kubeczek i termosik ;) Zapach Taragui bardzo przyjemny, zarówno przed jak i po zalaniu. Pierwszy łyk oczywiście dla Św. Tomasza :), a teraz ja się zabieram...
...początek - dosyć ciekawe wrażenia. Z czasem robi się jednak coraz delikatniejsza. Chyba popełniłem błąd, starając się moje 100g podzielić na dwa razy. Wyszło tylko pół naczynka i może stąd to uczucie. Dotąd, nie mogłem się przekonać do żadnej smakowej mate. Z tą chyba będzie podobnie, choć będę potrzebował tak jeszcze z dwa siorbania aby się ostatecznie przekonać - na tak albo na nie. Będę pamiętał, żeby nie żałować sobie suszu.
Nauczyłem się, żeby nie przesądzać po pierwszym zetknięciu. Moja znajomość z Rosamonte na przykład, zaczęła się niezbyt ciekawie, a teraz - obok Pajarito - jest jedną z moich ulubionych. Być może jestem uprzedzony do smakowych yerb. Póki co nie pokochałem żadnej. Nawet chwalonej przez Wojtka Cejrowskiego Amandy z ziołami (swoją drogą świetnie pachnącej - ale to wszystko). Wracając do Taragui Naranja, mam nieodparte wrażenie, że faktycznie na zimno z kostkami lodu może być świetna. Nie omieszkam przetestować jej przy najbliższej okazji :)
Postanowiłem, że każdą yerbę ocenię w jakiejś tam skali. Z Taragui jeszcze się wstrzymam, do minimum 3 kontaktów z nią, a póki co chętnie poznam Wasze opinie na jej temat.
fotka: yerbamatestore.pl